phpFaber TopSites 3.5
HooFoo.Net Manage another Free top blog top site for Blogger. Add Your blog to topblog.hoofoo.net and get more traffic to your blog , If you have not blog create it now from Blogs.lk | Blogger | WordPress
Total WebLog listed: 30
50000 Blogger Blog Index And 4000 Wordpress Blog Index
Blogger Blog Index | Wordpress Blog Index |Blog.co.in Index
Main Page | Browse Blog Categories | Top Winners Blog | Join TopBlog | Edit Member Info | Lost Code | Lost Password | FAQ | RSS
A-Blog    B-Blog    C-Blog    D-Blog    E-Blog    F-Blog    G-Blog    H-Blog    I-Blog    J-Blog    K-Blog    L-Blog    M-Blog    N-Blog    O-Blog    P-Blog    Q-Blog    R-Blog    S-Blog    T-Blog    U-Blog    V-Blog    W-Blog    X-Blog    Y-Blog   Z-Blog 
Page-1    Page-2    Page-3    Page-4    Page-5    Page-6    Page-7    Page-8   

FaviconPerypetie kolędowe 8 Jan 2009, 3:08 am

Trzy światy z tymi domownikami. Mąż mój przez pomyłkę parę dni temu wydoił z butelki po mineralnej niemal pół litra wody święconej. Taki był biedak spragniony po pracy, że aż się przyssał i tylko się zdziwił na koniec, jak mu tę butlę siłą wyrwałam uświadamiając co to za jedna ta woda, że coś mu ona właśnie tak dziwnie smakowała...
Przed chwilą zaś dosłownie musiałam interweniować-otóż pod moją nieuwagę w ruch poszło odłożone do schowania po kolędzie domowe kropidło. Siłą wytarmosiłam je jeszcze w miarę całe ze szczęk rozbrykanych psiaków. Mimo to dywan we wiórach.
W sumie wolę jednak chyba takie ekscesy detaliczne niż masowe, sukcesywne zjadanie kanapy pod nieobecność domowników jak to u czarującego labradora mojej przyjaciółki ma miejsce. Toż to profanum isnte. U moich domowników przynajmniej widać silne parcie ku sacrum.


()

FaviconOch jak niepoprawnie się rozmarzyłam 7 Jan 2009, 1:49 am

Wczoraj szwendając się po necie znaleźliśmy z mężem ofertę sprzedaży pewnego domu, żeby było ciekawiej położonego w malowniczej okolicy, o rzut beretem od nas. W tych rejonach jest nieco domostw o podobnym charakterze. Domy z historią, domy z duszą,zatracam się na widok takich piękności.
Ten był do niedawna zamieszkany, ale jego właściciel wystawił go na sprzedaż.

Jest to nastrojowy romantyczny zabytek- dom podcieniowy, położony przy trakcie bursztynowym, i teraz proszę Państwa czapki z głów- zbudowany w 1784 roku, część piwnic z XVI wieku, przestrzeń o powierzchni 200 m2, z ciekawostek barokowe drzwi, ogród i patio z lat 1900. Na parterze dwa pomieszczenia po 40, 12 metrów, kuchnia 25 metrów, łazienka (?),dwie kamienne piwnice, a na piętrze 3 pokoje po 21, 47, 29 metrów, łazienka (?) i pomieszczenie o powierzchni 40 metrów do suszenia ziarna:), ponadto strych 48 m. , wysokość 3 m, duży pokój z kominem.
Tyle info od właściciela.

Na pewno są jakieś zakamuflowane niespodzianki jak to w takich starych domach. Wiadomo, że w ten dom zainwestować trzeba drugie a może i 3 tyle i jest to atrakcja raczej dla koneserów ale uroku mu nikt nie może odmówić, a jego cena to 395 tys zł.


Wzdycham sobie i marzę i tyle mogę na razie:)

zdjęcia zrobione przez wystawiającego ogłoszenie


Marzę............................
maaaaarzę,.........................................................
marzęęęęęęęęęęęęęęęęęę......................................................
Zatracam się w marzeniach...............................................................

()

FaviconTo trzeba gdzieś zanotować 5 Jan 2009, 12:15 am

mój wytwór z polyvora

Historyczna temperatura w Gdańsku! Dziś w nocy a teraz nad ranem dużo lepiej nie jest bo tylko 6 stopni wyżej zanotowano:


-19 stopni Celsjusza

Wyszłam z domu i w ciągu kilku pierwszych sekund zamarzło mi w nosie. Bez rękawiczek idzie wytrzymać z 3 minuty. Nie więcej. Z bólu wyłam bo zapomniałam tych rękawiczek, jak zwykle zresztą.
Zima na całego- jakoś się dziwnie cieszę.


()

FaviconIście zimowa aura 4 Jan 2009, 1:51 pm

Nareszcie mój blogowy śnieg wspomagający naszą polską ostatnimi laty skromną zimę posypie na fotki prawdziwie zimowej urody. Zaledwie krótki spacerek, bo nawet najsolidniejsze buty nie oszczędziły dziś przed zimnem naszych stóp, spacer celem rozglądania się na dalszą przyszłość za miejscem na, jak to Anglicy szumnie zwą własną posiadłość.
Wspaniale jest poczuć zimę, przemrozić sobie nieco nos i uszy, pogonić rozbawione miękkością, sypkością i białością śniegu psy. Dla nich śnieg to wciąż nadzwyczaj ciekawe zjawisko- dostają bzika po prostu.
Od połowy spaceru musiałam jednak Franka nieść na rękach i na niego chuchać bo psisko tak się telepało a oprócz tego lekko zaniemogło i z przemrożenia nóżek zaczęło biegać uparcie na trzech łapach oszczędzając tę swoją kiedyś kontuzjowaną. Parę chwil jednak w nagrzanym samochodzie i już nam wszystkim było cieplutko.





()

FaviconŻYCZENIA NOWOROCZNE NA 2009 ROK 1 Jan 2009, 8:59 am


Parę dni temu dzięki DecoMarcie po stokroć jej dzięki, natknęłam się na genialną witrynkę Polyvor.com - do twórczych działań collagowych i przepadłam w niej z kretesem. Oczy pierwszego dnia od siedzenia w zahipnotyzowaniu nad tym miałam przekrwione niczym królik, który nawąchał się skoszonej trawy.
Na razie to moje początki, rozgryzam jak to się wszystko robi, sporo czasu zajmuje mi stworzenie czegoś choćby małego ale ten mój pierwszy wysiłek poświęciłam na napisanie życzeń noworocznych dla Was.
To moja pierwsza praca dzięki stronie Polyvor jaką wykonałam, teraz będzie pojawiać się na moim blogu ich więcej bo nie ma innej opcji ta witryna wciąga straszliwie ale też wspaniale pozwala się wypowiedzieć osobiście obrazem, co zawsze lubiłam robić.

A jako, że trudno pisać życzenia z prawdziwego zdarzenia korzystając z czcionki niepolskiej i koniecznie streszczając się do kilku słów tak by się zmieścić to napiszę Wam coś od serca jeszcze:


Chciałabym by Nowy Rok 2009 był dla Was wszystkich i każdego z Was z osobna czasem wielu nowych szans, powziętych postanowień koniecznie możliwych do spełnienia w ciągu tych 365 dni, mądrych decyzji, czasem prawdziwego spełnienia , szkołą wewnętrznego wzrostu, doświadczeniem prawdziwej pieszczoty od życia i miłości od bliskich.
I jeszcze
nie chorujcie
i nie popadajcie w smutki :)...

Kamila z Zakamarka

()

FaviconKonik na biegunach 29 Dec 2008, 2:28 pm


Kiedy byłam małą dziewczynką miałam swojego pluszowego konika na biegunach- jeśli dobrze pamiętam dostałam go od rodziców właśnie z okazji któregoś Bożego Narodzenia. Był pluszowy z mięciutką, brązową sierścią i tej samej barwy grzywą.
Dosiadałam i dojeżdżałam go często, jak każde chyba dziecko w tym wieku miałam wielką słabość do koników ale kiedy po jakimś czasie przestał mi służyć - nie pamiętam już dlaczego, pewnie dlatego, że z niego po prostu wyrosłam, zamieniłam go na własnego dziadka, który wspaniale go zastępował, pamiętając jeszcze jak będąc ułanem w II wojnie światowej sam dosiadał konia o imieniu Tabela. Jak takie wspomnienia nawet imienia konia mogą zapaść w pamięć dziecka.

Gdy więc się tak na dziadku rozsiadłam na kolanie udając,że on jest koniem a ja jeźdźcem to po chwili słychać było tylko głośne skrzypienie krzesła i nasze wspólne emocjonalne wtórowania patataj, patataj, patataj.
Te święta kojarzą mi się więc także z konikiem na biegunach, dlatego dziś takiego po wieeelkiej przecenie poświątecznej nabyłam i zadowolona przytargałam do domu.





Co do orzechów włoskich, te które widać na zdjęciu są z drzewa sprzed domu moich teściów- największe orzechy włoskie jakie w ogóle widziałam na oczy. Dla porównania zestawione z typowym orzechem z innego drzewa. Konik na biegunach wydaje się przy nich mały choć taki znów całkiem mały to nie jest (23cm wys.). Orzechy są dobre nie tylko na pamięć- polecam.

zdjęcia robiłam przy sztucznym świetle- przepraszam za jakość

()

FaviconObrazy, na których mój wzrok zatrzymał się na dłużej 28 Dec 2008, 2:58 pm


scena narodzenia z filmu "Nativity" lubię gdy pokazuje się tę scenę ludzko,ciepło, naturalnie

Jestem od wielu lat pod ogromnym urokiem wielkiej czułości tej statuy św Rodziny autorstwa Timothy P. Schmelz

jej nazwa brzmi

"A Quite Moment"
przypomniałam sobie o niej w dzisiejsze święto św Rodziny i naszych rodzin

()

FaviconŚwiąteczne migawki 28 Dec 2008, 1:32 pm

gwiazdki wyciśnięte z foremek do ciasta zrobione przeze mnie z gliny, wypalone i ozdobione rafią, szczególnie ekologiczna bombka:)


W świąteczny czas wyjazdowy wiele było ważnych momentów godnych powspominania, wspólny czas rodzinny przy stole,miły czas i bardzo pychotliwy, dzielenie się opłatkiem, życzenia a czasem cisza zamiast słów gdy tak wiele chciałoby się powiedzieć bliskiej osobie-tu akurat mężowi, ale mimo poukładania sobie wszystkiego w głowie, gdy nagle tak staje się przed, patrzy się na człowieka, który i tak wie wszystko o nas, czuje się nagłą i dziwną niemożność sklecenia czegokolwiek mądrzejszego od tego co mówimy do siebie na co dzień życiem samym.
Na szczęście mężula umie czytać ze spojrzenia. Więc w życzeniach tym razem wystarczyło nam uśmiechnięte milczenie mówiące "dobrze wiesz, że ja chcę tego samego co Ty".




gałązki jodły w wazonie wyrzeźbionym z gliny przez mojego ucznia- prezent ślubny
niestety/stety w tym roku musiały zastąpić nam tak planowaną choinkę przed wyjazdem do rodziny na święta
nie wyrobiliśmy się ze wszystkim.



Ujęła mnie w drugi dzień świąt atmosfera domu dziadków męża - na marginesie niemal ewenement- jest to małżeństwo z 55 letnim stażem, ogromnie w sobie rozkochane do dziś. Ona mała, temperamentu iskry ognia, on zaś wysoki- około 2 metrów wzrostu, charakteru opanowanego,powściągliwego urody ujmującej- szlacheckiej.
Mimo, że od ich pierwszego spotkania tzw. przypadkiem z reakcją u dziadka na młodą babcię, jak na uderzenie pioruna- do dnia ich ślubu minęło zaledwie kilka tygodni, było to więc wyobraźcie sobie sami czyste szaleństwo po prostu,więc gdzie tu czas na prawdziwe poznanie, dotarcie się, to są oni jakże zgodni do dziś.

Imieninowa uczta babci Jasi, dla licznej rodziny, w wiejskim zielonym, drewnianym domku pośród pól, pomaganie w ustawianiu pyszności na dłuuugim stole, który potem od tych pyszności się uginał taki mają dziadkowie szeroki gest, ta cała atmosfera starego domu, z obrazami świętych na ścianach,wysoko od grubych pierzyn pościelonymi łóżkami, skaczących po drewnie wesoło i głośno iskrach w uchylonym piecyku. I ten za oknami sypiący lekki śnieg...
Do tego obrazka brakowało jeszcze tylko tego-wtem pukanie do drzwi-i oto kolędnicy przychodzący do nas z wizytą! Tam taka tradycja, że kolędnicy wielką grupą wzorowo przebrani, chodzą co święta od domu do domu - śpiewają kolędy, recytują, zbierają pieniążki. W tym roku mieli szczytny cel zbierali z inicjatywy księdza proboszcza na misje w Afryce.Zebrali sporo od wszystkich. Niesamowicie wyglądali po prostu. Obserwowałam ich zza firanki przez okno gdyż ani oni ani my większą grupą nie mieściliśmy się w ciasnych drzwiach progu domostwa. Potem zaś nasi zdolni aktorzy teatru amatorskiego, szli przez pola do następnych domostw w tym śniegu. No coś nieopisanie cudownego patrzeć ja tak szli gęsiego z wielką na kiju osadzoną kręcącą się złotą gwiazdą.





nareszcie po powrocie zapaliłam świeczki, które zazdrośnie strzegłam przed płomieniami kilka dobrych lat, jakoś tak mam, że miewam opory przed zapalaniem ładniejszych świec no ale święta Bożego Narodzenia pora szczególna



W drodze do kościoła zaś zapadł mi w sympatyczną pamięć taki jeden rozkoszny widoczek- dom spory ogród a po ogrodzie, chodzi spokojnie, śliczna, ostrzyżona owieczka i jej wierny jak widać druh owczarek Colie, a trzeba dodać, że to przedmieścia Zamościa a nie jakaś wiocha więc widok nietypowy.
W Zamościu też chodząc po starym mieście zapuszczałam się w bramy i fotografowałam dzikie zapuszczone podwórka. Rodzina patrzyła się na mnie z zadziwieniem i niepojętością gdy się tak z, co ja tam takiego widzę, gdy się tak zapuszczałam. Niektóre podwórka były wspaniałe, pokażę w jednym z kolejnych wpisów.

A właśnie przypomniało mi się szopka w kościele też była piękna, okazała na całą boczną kaplicę, wielkości naturalnej z manekinami sklepowymi przebranymi za postaci z szopki. Wstyd się przyznać ale podchodząc bliżej mimowolnie parsknęłam śmiechem, tak zabawnie to wszystko obmyślili. Najbardziej rozbrajający był klęczący król afrykańskiej urody, z długimi włosami - w stylu na dredy i koroną, która obsunęła mu się na nos, tak, że nie widział nic, dalej pasterz przypominający hippisa z włosami za ramiona jak wyjętymi spod żelazka, oraz Maryja i choć z nich zdecydowanie najurodziwsza, to jednak z dziwnym, sztywnym gestem ręki manekiniej skierowanej na Dzieciątko. Będąc Dzieciątkiem chyba bym się przestraszyła.
Szopka absolutnie ciekawa, frapująca, tak, że się stoi i stoi, chce się patrzeć i ma się uśmiech dookoła głowy a dodatkowo w szopce trochę zwierzątek leśnych: saren, zajęcy, dzików niestety ususzonych, taki widok nie dla wszystkich trąci wyższą estetyką,zwierzaki mają zmatowiałe futra, mętne oczy, ale za to ratowała to wielka klatka cała pełna żywych, przepięknych i radosnych gołębi ozdobnych białych jak pierwszy śnieg.




świąteczna puszka na ciasteczka


Po powrocie ze świąt do ukochanego domu, jak widzicie po zdjęciach nadal podtrzymuję klimat świąteczny, wnoszę go w Nowy Rok, wszak Czas ten wspaniały, radosny z narodzin Bożego Syna,wraz ze śpiewaniem kolęd trwać będzie aż do 2 lutego.

()

FaviconŻYCZENIA BOŻNARODZENIOWE 24 Dec 2008, 4:17 pm

"Przyszedłem na świat jako Światło aby każdy kto we Mnie wierzy nie pozostawał w ciemności"
J 12.46



Z wszystkimi z Was, którzy sprawiacie mi wiele radości i osobistej satysfakcji odwiedzając mojego bloga, łamię się wigilijnym opłatkiem, życzenia te posyłając:

by Nowonarodzony Jezus, otoczył na co dzień Was i Waszych bliskich swoją opieką.
Dzień Jego Narodzin rozpoczyna Nową lepszą Erę - także w naszym życiu, niech więc wszystko co stare i nie dość dobre, to Święte Dziecię przemieni, zastępując nowym i lepszym. To co ciemne, smutne i trudne niech odzyska nadzieję, byście dostrzegli wartość i sens w każdym doświadczeniu, by życie każdego i każdej z Was było wypełnione światłem, szczęściem i wszelkim błogosławieństwem ... (tu robię miejsce dla Was do wymieniania bez ograniczeń jakiego spełnienia dla siebie potrzebujecie).


()

FaviconChoinka 24 Dec 2008, 4:07 pm


Zeszłoroczna, malusia jodełka w ciężkiej donicy z drewnianymi i słomianymi figurkami bo tego roku dałam pierwszeństwo stroju tej choinkowej dziewoi u teściów. Nie pokażę bo tata/teść kupił wielką taką, że mimo podcięcia na czubek nie starczyło już miejsca, trzymająca kręgosłup bardzo sztywno, symetryczną, ale że widocznie szybko rosnącą to i bardzo, bardzo rzadko opierzoną:)Moje ideały choinki są inne:)

()

FaviconPocztówki retro- Bożonarodzeniowe 22 Dec 2008, 3:10 pm

I równie naprędce Kochani jako, że mam w bazie swojego komputerka dość sporą skarbnicę fotek, podrzucam Wam kilka pocztówek retro z mojej domowej dość sporej kolekcji,to oryginały- pochodzą z lat ok. 1900-1930. Mam wielką słabość do takich starusieńkich, urokliwych pocztówek ,z wiekowym znaczkiem, na odwrocie zapisanych zgrabnym pismem.










()

FaviconW biegu 22 Dec 2008, 2:43 pm


Miałam wielkie plany aranżacyjne ale z racji tysiąca spraw i wyjazdu kończy się na zwijaniu się jak w ukropie, pakowaniu do rychłej podróży i naprędce postawieniu czegokolwiek w pokoju by wyglądało, że święta wielkimi krokami bieżą już do nas . Nie mam czym się pochwalić. Do domu wróciłam gdy słońce już się skryło. Znów światło jedynie żarówkowe. Szwędam się po mieszkaniu, sapię, pomrukuję, zbieram wszelkie nasze drobne i te większe potrzebności podróżnych. Psy radośnie przeczuwają już podróż. Może poczuję ubieranie choinki w innym domu chociaż. A na razie ale to jeszcze wczoraj pozbierałam świece z całego mieszkania, postawiłam na platerowanej paterce i stoją gotowe na zapalenie spraszając gwiazdę betlejemską.

()

FaviconRajskie ptaszki 21 Dec 2008, 12:32 pm


Bombki mogą przybrać postać rajskich ptaszków i przeglądać się dumnie w tafli lusterka, które wisi u nas w pokoju. Przyznam, że te urokliwe bombeczki przesiadują tu od roku, od zeszłorocznych bożonarodzeniowych świąt. Są zarówno świąteczne jak i czysto ozdobne, a że to najprawdziwsze, kruche, brokatowane bombki wprost z choinki, nie każdy musi wiedzieć.



o tej porze roku, nie jestem prawie w stanie upolować światła pozwalającego nas pstrykanie bez lampy błyskowej,
stąd te efekty i przekłamania kolorów


()

FaviconObrazeczki 20 Dec 2008, 2:54 pm


tak jak obiecałam w 100 wpisie będę wrzucać na blog także obrazki,
które radują moje oczy lub serce, takie jak ten na przykład,

lub ten

()

FaviconMarzy mi się 19 Dec 2008, 4:40 pm



Marzy mi się naiwnie, tak trochę dziecinnie od tego patrzenia bo i obrazek taki idealny dziś się na niego natknęłam, taki właśnie nastrój świąt.
Domku z drewna z kamiennym kominkiem co prawda nie mam,a marzy mi się w domu moich marzeń kiedyś taki mieć, tak wielkiej strojnej choinki też nie ulokujemy, może chociaż podobnie jak tu na obrazku śnieg spadnie na święta i wybieli ten świat... Kiedy tak na dworze sypie śnieg, a w domu taka harmonia, spokój, nastrojowe światło świec, żar z kominka czy nawet z bijącego realiami po oczach kaloryfera jakoś tak łatwiej nastroić się do świąt .
Tak bym chciała poczuć ten rodzinno religijny czas, paradoksalnie nie był to nigdy łatwy dla mnie okres, i jakoś co roku czegoś znaczącego mi w świętach brakuje, jak nie jedna troska, to druga mnie zaprząta, życzyłabym sobie i Wam wreszcie takich świąt bez trosk.

Ach to póżnonocne przedsenne moje wymyślanie...Ale czemu nie miało by się właściwie tego właśnie roku, w te nadchodzące święta- tak stać?Idę spać może ranek przyniesie jakieś rozwiązanie na tegoroczne moje biedy.

()

FaviconMałymi kroczkami do celu- czyli pierwsze świąteczne akcenty 17 Dec 2008, 4:49 am


Drobnymi choć zwinnymi kroczkami zbliżamy się do Bożonarodzeniowego Cudu, dzieli nas jeszcze dokładnie jak podpowiada mój adwentowy kalendarz - 7 dni do Wigilii.

Staram się usilnie choć świerzbią mnie ręce okrutnie - to takie trudne jak wiecie obecnie, nie popełnić falstartu, umieć oczekiwać na to na co czekamy z tym wprowadzaniem akcentów typowo świątecznych. Cierpliwość to nie moja mocna strona, wręcz przeciwnie ale jak to mawiam: wiwaty będą jak będzie przyczyna: a więc Maryja z Józefem dojedzie w końcu na tym opornym ośle do Betlejem i tam wreszcie w jakimś w miarę suchym, ciepłym kątku powije nam Syna.

Z racji tego, że w tym roku szykuje nam się przedświąteczny wyjazd, w ostatnich dniach będę miała czas jedynie na wielkie sprzątanie, które już rozpoczęte, pieczenie, pakowanie nie tyle prezentów co nas choć i prezenty są przewidziane tak więc subtelne przystrajanie domu akcentami świąt po cichu rozpoczęte. Dzień za dniem będzie tego coraz więcej. Dopóki zdołam pokażę na blogu.

Na razie ozdoby choinkowe w artystycznym nieładzie do ostatniego możliwego dnia spoczywają w walizce



, choinki nie ma ale pewnie kupimy jak zwykle żywą żeby dom napełnił się leśnym zapachem, wystarczy choćby taką maleńką w doniczce, która poczeka sobie na balkonie cierpliwie na nasz powrót. Sikorki dotrzymają jej towarzystwa

Na razie ekscytuję się nowościami od Alicji z Krainy Czarów, czekającym na rozłożenie cudnym świątecznym obrusem i serduszkową serwetą- otulą dom prawdziwym żarliwym klimatem świąt




a girlanda choinkowa, która się pojawiła w domu, za wielka by ją gdzieś upchnąć po kątach, przystrojona na razie jedynie przeze mnie wstążeczkami już zawisła na relingu firankowym.







z racji faktu, że za dnia otula nas burość domowa muszę robić foty z lampą błyskową i wygląda to jak wygląda, kolory przekłamane

()

FaviconTitanic- skoro w TV to u mnie też- trochę tajemniczych faktów 13 Dec 2008, 11:03 am






Ilekroć emitują w telewizji Titanic Camerona, jak ma to miejsce dwu-odcinkowo, wczoraj i dziś, ja jako niepoprawna romantyczka a zarazem miłośniczka klimatu epoki początku XX w., w jakiej się historia rozgrywa, za każdym razem, jak gdyby był to mój pierwszy seans, zasiadam z wypiekami na twarzy i pozostaję aż do końca oglądania pod silnym wrażeniem tego filmu.

Oczywiście, powie ktoś, że są filmy dużo wyższych lotów, bardziej ambitne, o złożonej fabule, jednak piękna historia dopiero co zrodzonego uczucia Rose Calvert i Jacka Dawsona, rozgrywająca się na tle konwenansów ówczesnej epoki z jej urokami i przekleństwami, z wielką tragedią najświetniejszego statku w tle, porusza i wzrusza mnie za każdym razem tak mocno.


Rose Calvert- znakomicie grana przez Kate Winslet
jakie wtedy noszono kreacje mmhmm





Dotąd sądziłam, że postaci Rose i Jacka to jedynie chwytliwa fantazja autora scenariusza ale istnieją dowody, że na Titanicu rzeczywiście znajdowała się pewna 17-letnia Rose Calvert, która prawdopodobnie miała romans z ubogim Jackiem Dawsonem, który wygrał bilety na rejs w pokera. Po zderzeniu statku z górą lodową Jack pchnął Rose do szalupy, a sam poszedł na dno z tylną częścią statku.


Pożegnanie


Oczywiście nie tylko dramatyczna historia roznieconego nagle tak silnie uczucia,porusza mnie tak mocno, że zawsze w kilku scenach filmu płaczę niepohamowanie na co rady nie znajduję. Zresztą ja lubię na filmach się powzruszać, mąż zawsze pocieszy wtedy, przytuli i jest sympatycznie.

Pasjonująca jest jednak przede wszystkim historia jaka wiąże się z losami samego statku, jego projektowym zamysłem, budową, ludźmi mającymi związek z Titanic'em, jego dziewiczym i zarazem ostatnim rejsem zakończonym wielką katastrofą.

O Titanicu do dziś krążą legendy, nakręcane są filmy, pisane piosenki. Zdarzały się nawet dużo większe tragedie statków, ale tylko o tej katastrofie stało się tak głośno.

Od kilku lat, nie stale wprawdzie, bardziej okresowo, kiedy mnie najdzie:) aczkolwiek naprawdę z dużym zainteresowaniem staram się poznawać różne szczegóły historii Titanica. Podczytuję tu i ówdzie informacje na ten temat, delektuję się drobnymi choćby wzmiankami w prasie, zachowanymi dokumentami, fotografiami, ocalałymi ze statku przedmiotami.


kilka pomieszczeń statku- oryginalne fotografie z tamtego okresu:


kawiarnia

jadalnia I klasy

główna klatka schodowa

promenada

przykładowa sypialnia dla bogatych pasażerów I klasy

kabina pasażerów III klasy-a jak uważano tzw. III kategorii, niestety


kilkoro z ponad 1000 ofiar katastrofy:


Isador i Ida Straus

załoga statku

Orkiestra Titanica-podobno grali do końca-
w tym moją ukochaną pieśń znaną u nas jako Być bliżej Ciebie chcę


ocalałe przedmioty:





A teraz obiecane ciekawostki:
Na podstawie opartego o fakty z prasy tekstu Nahariela

Z zatonięciem Titanica łączy się wątek niesamowity, jaki towarzyszy tej jednostce od momentu przeniesienia szalonych idei jego projektantów na deski kreślarskie, aż do momentu zatonięcia statku .

Już sama nazwa tego największego na świecie liniowca - „Titanic”, wybrana po dłuższej dyskusji przez Zarząd Linii Żeglugi, mogła, szczególnie w Wielkiej Brytanii, budzić nie najlepsze skojarzenia.

Był to „statek, którego sam Bóg nie mógłby zatopić". Tak brzmiał reklamowy, pyszałkowaty slogan, który żywcem został wzięty z wydanej w 1898 roku – czyli 14 lat wcześniej powieści angielskiego pisarza, Morgana Robertsona: „The wreck of Titan”.

Opowiadała ona o dziewiczej podróży gigantycznego, najnowocześniejszego i najbardziej luksusowego parowca „Titan” uważanego za niezatapialny dzięki wodoszczelnym kabinom, który wpada na… górę lodową podczas kwietniowego rejsu, płynąc z zawrotną prędkością 25 węzłów. A, że powieściowy „Titan” nie miał wystarczającej ilości łodzi ratunkowych dla ponad trzech tysięcy pasażerów i załogi, rejs kończy się apokaliptycznymi opisami katastrofy morskiej, włącznie z walką przerażonych ludzi o dostęp do szalup oraz obrazem morza, na którego powierzchni unoszą się setki zamrożonych zwłok nieszczęsnych podróżnych...

Wiemy już, że prawdziwy „Titanic” płynął nieco wolniej w porównaniu ze swym literackim odpowiednikiem, gdyż jego prędkość maksymalna była odrobinę mniejsza. Miał też mniej szalup – tylko 20 - i pasażerów – 2207 według większości źródeł. Co prawda miejsc na statku było dużo więcej, ale 1/3 nie została sprzedana ze względu na wysoką cenę biletów na pierwszy rejs, który był przecież wielkim wydarzeniem medialnym. Może to i dziwne, ale cała reszta danych w powieści, opis budowy statku, łącznie z postaciami kapitana i niektórych spośród pasażerów była zgodna z rzeczywistymi osobami, jakie w 14 lat później miały wstąpić na pokład „Titanica”. Mało tego: opis katastrofy, a nawet miejsce tragedii zgadzało się prawie całkowicie.


Trasa rejsu Titanica, z Southampton (Wielka Brytania)

przez Cherbourg (Francja), Queenstown (Irlandia) do Nowego Jorku (USA). Krzyżykiem oznaczono miejsce zatonięcia


Przypomnę, że Titanic wypłynął w rejs 10 kwietnia, zderzył się z góra lodową i zatonął - w noc z 15/16 kwietnia 1912 r.


spuszczanie szalup z pasażerami- scena z filmu


Willy Stöwer: Zatonięcie Titanica

Jedna z 20 dryfujących szalup z rozbitkami ocalonymi ostatecznie przez statek Carpathia

przypomnę: płynących w rejsie Titanica ok. 2207

ocalałych z katastrofy ok. 704


Aż trudno uwierzyć, że nikomu nie przyszło do głowy, że nie jest najlepszym pomysłem obdarzać najwspanialszy statek ówczesnych czasów, imieniem feralnego powieściowego transatlantyku, którego pierwszy rejs zakończył się totalną katastrofą. Zostało to jednak zauważone jedynie przez nielicznych.

Przy budowie statku w stoczni w Belfaście pracowało podobno wielu członków sekty Oranżystów(zakonu orańskiego). Podobno pod pierwszą warstwą farby tuż poniżej linii wodnej ukryty był wielki napis wykonany czarną farbą: „Ni Boga, ni Pana”. To właśnie ten napis został przecięty na pół przez górę lodową. Ale o tym fakcie krążą tylko spekulacje.

Tymczasem samo wyjście „Titanica” w morze dnia 10 kwietnia 1912 roku opisywały wszystkie europejskie większe gazety, choć tylko niektóre wspomniały o dwóch niedoszłych zderzeniach transatlantyku z przycumowanymi do nadbrzeża liniowcami „New York” i bliźniaczym „Oceanic”.

Kiedy dziób „Titanica” zrównał się z dziobem pierwszego ze wspomnianych statków, szybkie przemieszczenie olbrzymiej ilości wody w basenie portowym wywołało siłę ssania, która wspomagana bryzą, z ogromną siłą odciągnęła „New York” od nabrzeża. Pękły liny cumownicze, trap statku wpadł z wysokości do wody, a ten zaczął gwałtownie odchodzić od kei. Tłum zgromadzony na nabrzeżu rozpierzchnął się w panice we wszystkich kierunkach, wrzeszcząc z przerażenia. Cała załoga „New York” znalazła się na pokładzie, a kapitan kazał opuścić za burtę maty zabezpieczające przed skutkami zderzenia, zresztą zupełnie nieskuteczne w wypadku zetknięcia z tak dużym statkiem jak górujący nad „New Yorkiem” „Titanic". Na szczęście kapitan Smith zatrzymał maszyny w ostatnim momencie i „New York” minął się z rufową częścią lewej burty „Titanica” zaledwie o 25 centymetrów!


Titanic wypływa w dalszy rejs po bliskiej kolizji ze statkiem "New York" (z lewej)


Tymczasem kolos ruszył naprzód i kiedy mijał zacumowanego dalej „Oceania”, jego cumy napięły się z taką siłą, że statek przechylił się na burtę. Gdyby potężne liny nie wytrzymały, „Oceanic” mógłby po prostu w wyniku tak potężnego ssania przewrócić się i zatonąć.
Wszyscy na pokładzie „Titanica" mówili o tych dwóch niedoszłych tragicznych zderzeniach. Dziwnych sytuacji na statku mających formę złowieszczą było podobno więcej. Odczytująca to jako znak Opatrznościowej przestrogi mała co prawda grupka pasażerów wysiadła ze statku na pierwszym możliwym przystanku w Cherbourgu, mimo, że mieli oni drogie bilety wykupione aż do Nowego Yorku.

Ponad to po tragedii statku urzędnicy biura linii White Star Lines twierdzili, że 19 osób oddało podczas dwóch dni poprzedzających początek rejsu bilety na „Titanica” tłumacząc się dziwnym i niejasnym przeczuciem (ich relacje, kilka z nich poznałam, są niezwykle ciekawe i zagadkowe), nakazującym im zaniechania płynięcia tym statkiem, a dalszych 12 osób- z niezależnych od siebie przyczyn nie dostało się, lub nie chciało się dostać na pokład.


New York Times o zatonięciu Titanica-

miał być to ostatni rejs w zawodowej karierze sławnego kapitana Titanica Edwarda J Smitha, który w swojej karierze nigdy nie widzial ani nie doświadczył przed Titanicem zatonięcia statku i był to dla niego ostatni rejs niestety


Czołówka nowojorskiej gazety New York Herald.

Nagłówek głosi: Titanic tonie z 1800 ludzi na pokładzie, tylko 675 ocalałych (głównie kobiety i dzieci)


A to moja teczka mieszcząca wiele potrzebnych zawodowych papierzysk i dokumentów, którą targam ze sobą zazwyczaj do pracy, bardzo lubię ten titanicowy deseń



Wiecie dla mnie historia Titanica, jest nie tylko pasjonującą opowieścią o zdumiewających faktach tragedii najwspanialszego, najnowocześniejszego kolosa- najgłośniejszego medialnie statku jaki ówcześnie zbudowano. Jest nie tylko historią o splocie bardzo niefortunnych zdarzeń doprowadzających do tragedii, skupiać należy się w niej nie tylko na wnikliwym dociekaniu wraz z naukowcami nad problematyką popełnionych błędów konstrukcyjnych, decyzyjnych podczas rejsu.

Dla mnie ta historia jest też bardzo osobistą lekcją, mądrością i przestrogą...Nauką o czym i przestrogą przed czym?


Titanic w czasie swojego krótkiego tryumfu


wrak statku-Titanic spoczywający na głębokości ok.4000 m.



No właśnie...tu zamilknę... żeby nie przegadać tematu do reszty.

*********************************************************



filmik: spacer po zrekonstruowanym w najdrobniejszych detalach Titanicu-uważam, że bardzo ciekawe:

http://www.dailymotion.pl/video/x3lyvg_visite-guide-du-titanic_shortfilms



pisząc tekst korzystałam między innymi z:

http://pl.wikipedia.org/wiki/RMS_Titanic
ciekawych i osobliwych informacji o Titanic'u zgromadzonych przez Nyhariel http://www.fantazyzone.pl/artykul.php?artykul=25
http://www.titanic.prv.pl/ zdjęcia historyczne pomieszczeń ze strony Radosława Tafelskiego

()

Favicon7 Prawd o mnie 10 Dec 2008, 4:00 am


Myślałam, że uniknę tej spowiedzi ale dopadły mnie z mikrofonem dwie szczere wyspowiadane już dziewoje Monika z "Zaścianka" i Madzia z "There's No Place Like Home" więc cóż i na mnie przychodzi godzina szczerości .

To co tu napiszę będzie 100% prawdą o mnie bo:

  1. Z zasady nie kłamię, na uszach staję by tego nie robić i szczerze powiem nie umiem tego robić z premedytacją, mam jednak pewną podatność na koloryzowanie, dodawanie patosu, dramaturgii i potęgowanie w słuchaczu odczuć mocniejszych od tych zastawanych i było by to jak najbardziej kłamaniem wierutnym gdyby nie fakt, że orientuję się o tym, że znów to zrobiłam kilka chwil po fakcie.

    Poza tym:

  2. Jestem uposażona nadmiernie w empatię, wczuwam się tak mocno sobą w czyjeś odczucia, kłopoty, że aż samą mnie to duchowo i cieleśnie dotyka, boli i dobija. Od kiedy usłyszę czyjś problem odtąd już nim żyję. Mąż ciągle mnie upomina, że tak nie można po prostu- z tego też powodu tak szybko chyba zaczęłam siwieć.

  3. Nie mam silnej woli do większości rzeczy wymagających nie poddawania się wśród przeciwności i trudów - najczęściej zniechęcam się, porzucam gdy mi coś nie wychodzi. Za to w swoich zasadach życiowych, moralnych mam wolę żelazną i nawet samą mnie dziwi ta wewnętrzna siła.

  4. Mam wielką, nałogową słabość do czekolady, kupowania i internetu -za co biję się w piersi.

  5. Posiadam kilka predyspozycji, umiejętności, talentów i nie wiem, który z nich największy i najbardziej obiektywny- śpiewanie, pisanie tekstów i wierszy, wszelaka twórczość plastyczna... etc. w związku z tym, oraz nie ukrywajmy, w związku z mym lenistwem wrodzonym nie daję rady tego wszystkiego należycie rozwijać.

  6. Jestem bardzo emocjonalnym typem, pod każdym względem: radości, gniewu i smutku. Cieszę się często niepohamowanie i tak samo bezbrzeżnie rozpaczam. W najdrobniejszej radości często, skaczę, euforycznie krzyczę. W smutku proporcjonalnie głośno ryczę oraz się zapadam, w studzienne-ciemne-otchłanie. W gniewie lepiej od razu weź wiadro-ostudź mnie zimną wodą- inaczej przeżyjesz bądź nie (przeżyjesz;), potok tysiąca rozognionych słów i chaos gestykulacji. Mąż potulnie prosi na on czas, o odłożenie przeze mnie na bok - wszelkich ostrych i ciężkich przedmiotów i serio mówię, poza wychyloną głową stara się resztę ciała mieć czymś osłonioną. Powaga:)

  7. Jestem domatorką, nade wszystko kocham bywanie w domowym zaciszu oraz lokalną patriotką, nie umiałabym żyć z dala od miejsc, które znam od urodzenia, zresztą z dala od ludzi, którzy są mi bliscy również.


Do nadmiernej szczerości:) zachęcam również Alicję z Arte Ego i Żanetę z Villa Vintage.

()

FaviconKrólewna - o tym co przeskrobała 9 Dec 2008, 12:48 am


Dziś będzie rzecz o Królewnie - większości nam znanej, mojej imienniczce zresztą.
Fantastyczna to młoda kobieta i im mocniej ją poznaję na drodze "smsgg" tym bardziej widzę, że to jest tak, że kiedy czasami wpadamy na siebie nieoczekiwanie w tym świecie, nieważne czy na ulicy, w sklepie, czy na łączach netu to dzieje się to wcale nieprzypadkowo o czym namacalnie mówią późniejsze wydarzenia.
Otóż napisało do mnie któregoś dnia to poznańskie dziewczę z zapytaniem o adres - przyznałam się więc, jedynie pytając co też jej chodzi po tej ślicznej głowie... Potem zadzwoniło to dziewczę kolejny raz z zapytaniem dermatologicznym - "czy jestem uczulona na wełnę"? Hmmm...namyślałam się chwilę...
Śpię w merynosach od kilku lat, żyję i mam się dobrze, chodzę jak to się na naszych terenach zwie-w kapciach(papciach) z merynosów- żadna wysypka mi się na nogi nie rzuca, chociaż większość dotychczasowego życia byłam jednym wielkim chodzącym swędzeniem i realnie Wam mówię marzyłam tylko o tym by można mi wymienić skórę na inną nową- byłam uczulona na niemal wszystko. Jednak z alergii jak widać wyrosłam późno bo przed 30, żartuję, że uzdrowiło mnie małżeństwo bo naprawdę wraz z nim alergia pierzchła po prostu.
No więc chyba na wełnę uczulona też nie jestem- stwierdziłam wreszcie. I pytam w końcu zaintrygowana : "szalona kobieto co Ty spiskujesz". "Ano taki drobiazg tylko chcę Ci wysłać pourodzinowy, nic specjalnego".
No i przyszedł pocztą w płaskim niemal zupełnie liście ten rzekomy drobiazg, który po zaledwie delikatnym uformowaniu nabrał kształtu, przeistoczył się w mięsisty, z taką finezją przepięknie ufilcowany paluszkowo kwiat secesyjny w kolorze fuksji i maliny z żółtym pręcikiem w samym środku.




Piękna brosza jednym słowem pasująca mi do wielu ubrań w szafie bo to moje kolorki. Do tego podobnej urody kartka samoróbna z pomysłowym kwiatkiem a w niej dłuugie życzenia wzruszającej treści i prawdziwej głębi- takie - do mojego życia mówiące nadzieją.


(...)mały fragmencik za zgodą autorki tekstu
(...)

W takich momentach gdy ktoś nam coś daje robionego przez siebie, z uwzględnieniem tego co dany obdarowywany lubi, widzi się niemal wizualnie, że ta osoba to wszystko zrobiła z sercem na dłoni, posyłając pocztą, zamiast znaczka... nakleiła pocałunek. Dziękuję Ci, dziękuję, dziękuję Królewno, w płaskim liście przesłałaś mi tyle rozgrzanego kaloryfera...

()

FaviconSikorki 7 Dec 2008, 6:51 am


Mój balkon latem był prawdziwą oazą kwiecia i zieleni- znajomi żartowali, że stworzyłam sobie istny mini ogród. Miło było na nim przesiadywać, zerkać przez szybę, zachwycać się czymś co żyje, kwitnie i się rozwija. Jesienią wszystko przekwitło, przemarzło, winorośle zaschły.Brakować zaczęło mi tego powodu by choćby wyjrzeć na balkon.
Jednak porą jesienną zaczęły na balkon małymi stadkami zlatywać sikorki. Urządzały sobie tu prawdziwe wiece zwiadowcze. Z początku siadywały w przekwitłych donicach bakop i pelargonii, czegoś tam wypatrywały, szukały, odfruwały, powracały. Zniechęciły się jednak niebawem bo też nic nie znajdywały do jedzenia i na jakiś czas ani śladu po nich.
Żal mi sie zrobiło, że już nie odwiedzają mnie moje ptaszki. Sikorki są bardzo ładnymi ptakami- takie rozkoszne żółto- granatowe, gdy się napuszą wyglądają jak kulki, ruchliwe jakby cierpiały na zespół ADHD, zabawne same w sobie - nieodmiennie wzbudzały we mnie uśmiech.
Powzięłam myśl przywabienia ich na mój balkon kiedy jesienią, zimą taki obumarły by stały się jego stałymi bywalcami.
Na drewnianej kracie pod pnącza, rozwiesiłam słoninę, trochę czasu powisiała roztoczyła subtelną woń nwokół-moje psy wchodząc na balkon z tęsknotą na nią spozierały, stawały na dwóch łapach, błagały oczami i błagały, nie dałam się złamać. Ten smakołyk nie dla nich.

Doczekałam się wreszcie sikorek.Przylatują od kilku dni. W tej chwili dosłownie co parę godzin zlatują do mnie stadnie na małe co nieco i szczypią słoninkę zajadle.


słaba jakość zdjęcia bo przez szybę i zoomem ale za to naraz przyłapałam w jadłodajni aż 4 sztuki


to mój ostatni zakup na allegro, mam nadzieję, że dzięki temu karmnikowi zimą nie tylko sikorki będą do mnie zlatywać na uczty biesiadne. Oj coś czuję, że będzie się na balkonie działo:)

zdjęcia są własnością autora karmnika

()

Favicon100 wpis na moim blogu 6 Dec 2008, 11:06 am




Ani się obejrzałam a to już setny wpis jaki zamieszczam na swoim blogu. Wszystko zaczęło się zaledwie w czerwcu.

Ja dotąd uprzedzona wobec zjawiska blogomanii wynikającego z mojego dotychczasowego uproszczonego rozumienia, iż blog to tylko forma pamiętnika-ekscentryka ociekającego zwierzeniami niemożebnymi do przetrawienia dla innych, zmieniłam podejście do blogowania zupełnie - oczarowana i zachęcona blogami prekursorek, pokazujących piękne wnętrza swojego domu a jedynie subtelnie i nienachalnie tajniejsze od tych przestrzenie swego serca. Zrozumiałam, dzięki temu, że blog wcale nie musi trącić ekshibicjonizmem, a może być miejscem służącym wytchnieniu, przystanią dobrych myśli, pięknych obrazów i słów, nostalgią nastrojowych chwil, że może dawać siłę i zapał do tworzenia i codziennego życia.


Nie przypuszczałam, że ta wirtualna rzeczywistość, w którą weszłam z początku ot tak dla spróbowania, dla zabawy, czy w ogóle zdołam własnymi siłami stworzyć taką stronę mając zupełnie nietechniczną głowę przyniesie mi tyle radości, że tak się rozpiszę, natworzę a ja się jak mam przeczucie dopiero rozkręcam uwalniając się z dotąd uśpionego pączka. Nie przypuszczałam, że poznam tyle wspaniałych osób, że otrzymam od nich tyle wzmacniających słów i przekazów dla duszy i serca, że czerpać będę z ich fantazji, pomysłu, natchnienia siły. Nie sądziłam, że co prawda bezpośrednio nie znając będę czuła, że po trochu znam, że zacznę każdego dnia z niecierpliwością wyglądać co też dzieje się w życiu i w domach każdej z Was życząc Wam jak najlepiej. To wszystko wydaje mi się naprawdę warte podjęcia tego pomysłu. Dziękuję Wam,że jesteście, dziękuję:)


100 wpisów pokazało troszkę jaką jestem osobą, tuż przed tym 100 wpisem nieoczekiwanie otrzymałam od kilku osób prestiżowy tytuł I love your blog


jest to tak cenne dla mnie wyróżnienie mówiące mi nie mniej niż to co robisz jest warte zachodu.


Chciałabym od 100 wpisu niezobowiązująco wprawdzie gdybam ale poczuć się tu jeszcze swobodniej, w ciągu tygodnia tyle luźnych czasem myśli, doświadczeń i obrazów przemyka, że może warto się tym dzielić niekoniecznie porywając się na dłuższe teksty, uporządkowane chronologicznie i tematycznie zdjęcia bo nie zawsze starczy wśród obowiązków dnia na to czasu.

Z 100 wpisem chciałabym Wam się nieco ujawnić, wychylić z mojego zakamarka. Ktoś pytał jak wyglądam bo na każdym zdjęciu jestem rzekomo zupełnie inna. Otóż fragment mnie takiej jaką jestem zazwyczaj wygląda tak



Z 100 wpisem co było podyktowane pewną potrzebą wewnętrzną - zmieniłam swój dotychczasowy nick na moje drugie lecz prawdziwe imię - Kamila. Stąd też dotąd obecny cały czas na blogu mój adres emailowy: zakamarek-kamili@o2.pl . Będzie mi bardzo miło jeśli będziecie się do mnie tak zwracały. Już trochę się znamy i możemy mówić sobie nie nickiem lecz po imieniu. Możecie zdrabniać jak tam chcecie będzie mi miło. Nowe imię- nowa misja jak to się mówi. Moja nowa misja to postarać się być jeszcze bardziej twórczą.

()

FaviconKlimat Adwentu 5 Dec 2008, 10:58 am



Zanim Adwent się rozpoczął po śniegu już ni śladu. O ile łatwiej nastroić się Adwentem do Świąt Bożych Narodzin gdy towarzyszy temu oczekiwaniu śnieg i choćby lekki mrozik.

A tu masz, świat osnuty mgłą, a zamiast „niebiańskiej rosy wraz ze Sprawiedliwym” niebiosa spuszczają nam na głowy niedorzeczny grudniową porą deszcz.

Postanowiłam pomóc sobie w przeżywaniu cennego czasu Adwentu drobiazgami przecież od tego zależy czy tego roku wejdę w nastrój Świąt całym swoim duchem czy tylko namiastką siebie.

Piękna Adwentu doświadczam już od świtania zrywając się co dnia o 5.25 by za chwilkę wybiec z domu jak oparzona, zaledwie na wpół przebudzona i wtopić się w gromadę gorliwców bieżących do kościoła - dzieci z kolorowymi pobłyskującymi światłem świeczek lampionikami- podziwiam te dzieci, oraz nieco starszych, którzy tak jak ja myślą, będąc w wielkim błędzie, że to tradycja pacholęca, że może już nie wypada bo jeszcze jaki sąsiad przyuważy taki lampion i będzie wstyd.

Zaś w domu w naszym jedynie z nazwy „dużym pokoju” pojawił się na stole stylizowany wieniec adwentowy z owoców głogu, z czterema świeczkami utwierdzonymi w foremkach do ciastek, rozpalanymi kolejno w czasie 4 tygodni adwentowego oczekiwania.




Bardzo chciałam zrobić wieniec z mchu przyuważony na innym zaprzyjaźnionym blogu ale nie ma ostatnio kiedy zapuścić się w las po tenże mech.

Ten sam upływ adwentowego czasu oczekiwania pomaga odmierzyć mi zrobiony w założeniu naprędce ale trochę czasu zeszło na niego bo nigdzie nie mogłam znaleźć odpowiednich czcionek i ozdobników- mój kalendarz adwentowy.

W zeszłym roku widziałam kalendarz adwentowy przepiękny lecz drogi w formie uszytego wielkiego anioła z czarownym uśmiechem i długim szalem z 24 kieszonkami symbolizującymi 24 dni Adwentu podobny do tego krasnala

znalezionego w zbiorach internetowych,byłam takim pomysłem urzeczona, rodzice wiedzą, że w tych kieszonkach można schować np. łakocie dla dzieci i każdego dnia jest mały powód do radości i wypatrywania kolejnego dnia z utęsknieniem bo cóż to może kryć następna kieszeń.

Jako, że nasze domowe gniazdko bez piskląt na ten czas, podarowałam sobie ten pomysł z żalem lecz z nieuszczuplonym portfelem i tylko nacieszyłam oczy podobnymi cudnej urody pomysłowymi kalendarzami szytymi


a sama zrobiłam amatorski kalendarz dobierając odpowiednie czcionki i obrazki, wydrukowany papier ozdobny nakleiłam na sztywną tekturkę, obwiodłam delikatną koronką, ozdobiłam wstążką i jest kalendarz, zawieszony na naszej tablicy korkowej tuż przed oczami - gdy piszę te słowa, który wykreślaniem pomoże mi odliczać dni do Świąt.

śpieszę wyjaśnić, że wykreślanie dni rozpoczęło się
od momentu zrobienia tego zdjęcia, nie chciałam zapaskudzić kalendarza do sesji:)


()

FaviconZaskoczenia urodzinowe 22 Nov 2008, 3:26 pm

Od rana roznosi mnie radość, pieję ze szczęścia, doświadczam fenomenalnych stanów uniesienia przyznam, że dawno już się tak nie czułam- spodziewałam się, byłam niemal pewna, że dzisiejszy dzień zresztą dzień moich urodzin będzie klapą, wielkim smarkaniem w chusteczkę, bezbrzeżnym smutkiem bo traf chciał by wypadł mi dzisiejszego dnia o poranku kolejny egzamin z prawka, (data odgórnie bez świadomości mojej daty urodzenia zaproponowana mi w ośrodku egz.- przypadek czy zamysł Niebieskiego).

Ta sprawa ciągnęła się zbyt długo, była dla mnie źródłem sporych napięć, ważna z kilku bardzo osobistych powodów, które dopiero poznając można by pojąć czemu wynoszę ten świstek papieru do rangi takiej ważności.

W pewnym momencie przestałam wierzyć, że przeskoczę tę poprzeczkę, gubiła mnie nie nieumiejętność jazdy ale stres, paraliżujący stres podczas egzaminu wyłączający mi pełną kontrolę nad wykonywanymi manewrami i analizę sytuacji na drodze. Wiedziałam więc, że zafundowanie sobie egzaminu tego dnia będzie albo najprostszym sposobem na zrujnowanie sobie urodzin - dlatego czując klapę z góry zlekceważyłam swoje święto nijak go nie przygotowując kulinarnie, albo będzie to dzień, w którym zrobię sobie najlepszy prezent pod słońcem.

Przeżyłam dziś o poranku sporo w związku z tą akcją , od 3.00 w nocy nie spałam, nie jadłam bo nie mogłam przełknąć więcej ponad okruszki chleba, doświadczałam wszelkich objawów stresu. W samochodzie w czasie egzaminu znów trochę ponosiło mnie zwyczajowe szaleństwo, musiałam wcześniej oznaczyć sobie ręce literkami "P" i "L" by nie mylić kierunków, co mi się dość często zdarza w sytuacjach drogowych, jednym słowem przeżycie...



ale wyciągnięta na koniec do mnie dla pogratulowania ręka egzaminatora zrekompensowała mi wszystkie wcześniejsze niepowodzenia. Skakałam wprost z radości a egzaminator usłyszał dwukrotne "uwielbiam pana!!!":) co skwitował serdecznym ubawieniem.

Już teraz rozumiem, że pewne prezenty od życia po naszemu zbyt długo niedoręczane są po prostu przygotowane na bardziej stosowny dla nas czas, na specjalną okazję. Po raz kolejny została mi dziś przypomniana ta lekcja, która w moim życiu jest już jakby regułą. Dotyczy to małych i wielkich spełnień.

Po tym porannym sukcesie, posypały się kolejne zaskakujące niespodzianki, telefony, smsy, prezenciki, akcje spiskowe męża i przyjaciół w celu wywiezienia mnie w miasto i porwania do sympatycznej knajpki na wspaniałe żarło, na marginesie knajpki z wystrojem wiejskiej gospody ze słojami wypełnionymi przetworami, makaronami, suszem, z latarenkami, świeczkami i belkami drewnianymi pod sufitem- tak jak lubię. Nie spodziewałam się całkiem takiego obrotu sprawy, wszystko dziś dla mnie było zaskoczeniem. Jak miłe to były zaskoczenia...


w knajpce z podarowaną mi piękną różyczką


zdjęcia wykonane niestety z komórki stąd b. słaba jakość

()

FaviconVintage Radio- jak głosi nazwa 17 Nov 2008, 12:03 pm



Gdy zobaczyłam, że mężula drogi stara się podstępnie rozeznać moje gusta biedząc się nad prezentem urodzinowym i buszując po internecie gdyba niby to od niechcenia nad tym radiem ciągnąc mnie za język, co o nim sądzę i co jakby się u nas pojawiło, zareagowałam natychmiast iście spontanicznie- no jasne,że chcęęęę, jest wspaniałe! Współczesne prosto z taśmy a jak stare. Zadziałał więc tak jak trzeba:)

I chyba dlatego to radio mu przyszło do głowy, że ostatnio trochę marudziłam, że mi zwykłego radiowego gadacza brak w domu bo radia w internecie to mi się nawet włączać nie chce,żeby było jak za dawnych dziecięcych i nastoletnich lat gdy do obłędu słuchałam radia do snu, do jedzenia, i trochę mniej korzystnie do nauki.

Takie radio- żeby coś robić i nie musieć się odrywać jak w przypadku telewizora, nie zastygać z ziemniakiem i nożykiem nad jego ekranem, nie stępiać sobie wyobraźni narzuconymi na każdy temat gotowymi obrazami, słysząc jedynie głos tworzyć w swoim umyśle wyobrażenia.

A, że dodatkowo postrzelona jestem na punkcie starych gratów, to taki pomysł, takie radio archaiczne w wyglądzie, i o czym nie miał mężula pojęcia - tak łudząco podobne do radia utraconego, radia z domu moich dziadków bo i u nich grało od rana kiedy bywałam u nich na wakacjach wybudzając mnie stopniowo z przydługiego snu,


takie radio mieli moi dziadkowie


... było genialnym pomysłem.

Dziś nadeszło i zajęło od razu honorowe miejsce na szafce nocnej obok łóżka i teraz sobie gra i gada na całe mieszkanie i jest wspaniale.



vintage radio poszło nieco z duchem czasu bo odtwarza płyty CD

()

FaviconNiespodzianka 13 Nov 2008, 8:47 am


Było niedzielne przedpołudnie. Przetrząsałam akurat moją szufladę obfitości starając się coś konkretnego w niej znaleźć - nie jest to zbyt łatwe bo szuflada ta zawiera same bardzo drobne przedmioty i elementy użytku artystycznego- koraliki szklane, gliniane, drewniane, nici, kordonki, sznurki, koronki, elementy do kolczyków, różnobarwne piórka - wielki misz masz jednym słowem. Pomyślałam sobie kolejny raz jak bardzo przydałaby mi się chociaż na część z tych rzeczy niciarka. Od jakiegoś czasu ożyło wspomnienie takiego przydatnego przedmiotu funkcjonującego w moim domu, gdy byłam dzieckiem. Ciekawie obmyślana dwurzędowa skrzynka, złożona z mniejszych skrzyneczek, rozkładająca się schodkowo...

Wtem moje rozważania przerwał charakterystyczny dźwięk nadchodzącej wiadomości na gg. Wołam przez pokoje do męża kto to pisze o tak niecodziennej porze, niedzielnego dnia. Mąż odpowiada, że to jakiś obcy bo status ma - nieznajomy.

Nieznajomy??? Myślę sobie, bardzo zdziwiona, a to ciekawe, któż to może być? Podchodzę do komputera, otwieram wiadomość, zaczynam czytać a tam dość osobliwe przywitanie:


-Witam serdecznie wielbicielkę piękna detali tego świata :)-zachwyca mnie Pani blog

-z Kim mam przyjemność? Pytam zaskoczona

-agnieszka z pamiątkarni

www.prezent.info.pl

-proszę sobie wybrać dowolny przedmiot z mojej galerii ;) na prezent :)


Tu już moje zaskoczenie dosięgło zenitu. Zatkało mnie kompletnie, czemu dałam jej wyraz w dziesiątkach emocjonalnych zdań, w których zawarłam i wielką przyjemność jaka mnie właśnie spotyka i absolutną niemożność przystania na taką propozycję.

Z tego zakłopotania powstał miły dialog, mimo to byłam nieugięta. To niesłychanie miły gest ale po prostu nie mogłam. Przecież znałam ją zaledwie od 3 minut i nigdy wcześniej o istnieniu jej nie miałam pojęcia a ona więcej zaledwie o lekturę mojego bloga?

I tu odczytałam słowa rozmówczyni, które chciały już definitywnie uciąć moje niepotrzebne dyskusje o tym, że każda rzecz ma swoją cenę, to jest sklepik jej źródło utrzymania i ja tak nie mogę...:


-ja przede wszystkim lubię rozdawać prezenty :)....


Koniec końców z naszej pogawędki i z inicjatywy samej upartej Agi, nie jeden ale aż dwa wspaniałe podarunki - praktyczne przedmioty dekorowane jej ręką w niedługim czasie zostały mi dostarczone pod same drzwi.

Niciarka z tak ulubionymi motywami Klimta i piękny kolonialny listownik.



Już stoją zagospodarowane i służą mi w mieszkaniu do artystycznych i praktycznych celów, a radości z otwierania samej paczki było co nie miara.



Mam nadzieję, że owa Aga nie będzie niezadowolona, że ją tak zdemaskowałam ale na czyjąś tak wielką szczerość, bezinteresowność i hojność serca nie sposób nie odpowiedzieć wdzięcznością.




()

Page-1    Page-2    Page-3    Page-4    Page-5    Page-6    Page-7    Page-8   


Powered by phpFaber TopSites
Copyright © 2004-2007 www.hoofoo.net. All rights reserved.