Jedno z najmniej zmienionych miast meksykańskich, uważanych za skarb narodowy. Hiszpanie, przyciągnięci aztecką legendą na temat bogactw w tym regionie, w 1522 zaczęli wydobywać srebro. Przez następne 100 lat miasto kwitło dzięki kopalniom. Po wyczerpaniu się złóż srebra, dwa razy jeszcze los się uśmiechnął do mieszkańców miasta: w XVIII odkryto nowe złoża srebra, a w 1932 William Spartling założył pracownię jubilerską. Sklepiki ze srebrem są wszędzie. Wchodzi się do jednego z nich i można tam znaleźć malutkie srebrne wisiorki i półmetrowe rzeźby. Całkowite kolorystyczne przeciwieństwo do Guanajuato.  Kościół Iglesia de Santa PriscaUtrzymany w stylu churrigueryzmu, z bardzo obficie (to delikatnie powiedziane) zdobionym wnętrzem. Wznoszono go 7 lat, a inicjatorem był Jose de la Borda, który odkrył srebro i zbił na tym majątek.  
Mogłabym przepisać z przewodnika co tutaj jest i powiedzieć, że bateria w aparacie mi się rozładowała, ale nie będę kłamać :P Z Queretaro pamiętam akwedukt, obiad i imprezę, bo tylko tyle tam widziałam. Byliśmy przejazdem i nie było czasu na zwiedzanie.No ale jak już coś widzieć, to coś porządnego. Akwedukt (Los Arcos) jest największym na świecie. Składa się z 74 przęseł o wysokości do 23 m i ma 8 km długości. Widok z tarasu, na którym jedliśmy obiad, podczas którego dwóch kelnerów się na mnie rzuciło, ponieważ parasol nie zasłaniał odpowiednio słońca tz. nie miałam cienia na ramieniu ;) Z Luisem, który był niższy ode mnie o połowę głowy ;) Książę Francisco  Książę Luis  
Miasteczko wybudowane w wąwozie nad brzegami rzeki. Kolorowe domki są poukładane na zboczach gór, uliczki są kręte i zawiłe. Kiedyś wydobywano tutaj 1/4 meksykańskiego srebra. Alhondiga de Granditas - spichlerz z XVIII wieku. Aby usprawnić poruszanie się samochodem, pod miastem wydrążono sieć tuneli. Lepiej wynająć taksówkę, niż samemu błądzić po mieście z paru powodów. Łatwo sie zgubić ( i stać się nowym bohaterem książki "Tunele") i nie zawsze Meksykanie sugerują się światłami i skrzyżowaniami - w końcu nie warto sie zatrzymywać to taka strata czasu :P. Callejon del Beso - Zaułek PocałunkówW niektórych miejscach ma 68 cm szerokości. W pobliżu można spotkać wiele osób, które za 30 pesos opowiedzą historię tego miejsca (tylko po hiszpańsku, więc całe szczęście miałam swojego prywatnego tłumacza).
Historia w uproszczeniu jest taka. Ona kochała jego, on kochał ją - oboje zakochali się w sobie od pierwszego wrażenia. On nie był lubiany przez jej ojca. Ojciec przyłapał ich podczas schadzki na balkonach (każdy stał na swoim) i zagroził, że jeśli jeszcze raz to sie powtórzy, to zabije któreś z nich (nie pamiętam które). Oczywiście młodzi kochankowie nie posłuchali, historia się powtórzyła, jedno zostało zabite przez ojca, a drugie popełniło samobójstwo.
Teraz, aby mieć szczęście w miłości, będąc tam trzeba sie pocałować na 4 stopniu schodów wiodących w głąb tej uliczki. Całować się rzeba z tym kimś z kim sie tam przyszło - nie podano dokładnie jak ma się to robić :P  Dom Diega Rieviery, w którym się urodził, a obecnie znajduje sie jego muzeum ze sprzętami i pamiątkami rodzinnymi oraz jego pracami, głównie szkicami do malowideł.      
Jak człowiek jedzie autem to czuje, że zbliża się do zagłębia alkoholowego :P Nie mówię o zapachu tylko o widoku tych niebieskawych roślin - Agave tequilana weber Według meksykańskiego prawa 51 % soku, z którego produkuje sie tequile, musi pochodzić ze stanu Jalisco (widać na zdjęciu jego malutki fragment :P). Najlepsza tequila ma napisane na butelce "100% agave", co oznacza, że została wyprodukowana z soku. Gosze gatunki produkuje się z koncentratu. Miasteczko, do którego pojechaliśmy, było niewspółmiernie małe w porównaniu ze sławą Tequili. Miasto również nazywa się Tequila. Wyobraźcie sobie, że jedziecie do miasteczka Wódka :P Stamtąd eksportuje sie tequilę do 100 krajów. Czyli gdziekolwiek by się nei było, pije się tequile z tego regionu, pod warunkiem, że to nie podróba. Gorzelnia "Jose Cuervo" jest ostatnią, która jest w rękach meksykańskich. Cuervo znaczy kruk, wątpię, żeby była to rodzina polskiego jubilera (gdyby się komuś coś pokojarzyło)A teraz mała lekcja jak to się robi, z czego, z kim i za ile ;)Po około 10 latach uprawy agawy, usuwa się liście. Zostaje 50 kilowy rdzeń nazywany pińa, Miażdży się je, gotuje na parze, rozdrabnia, rozgniata, dostaje droźdźe czasami cukier. 4 dni mieszanina ta fermentuje, a następnie poddawana jest dwóm destylacjom. Jestem taka mądra, bo tłumaczono nam to podczas wycieczki po gorzelni. Obcinanie liści agawy - tak :) tą butelkę którą przywiozłam, własnoręcznie wyciełąm, przygotowałam, destylowałam i zakręciłam ;P Z tego co zrozumiałam tam przechowuję się tequile.Wszyscy musieliśmy założyć czepki i nie wolno nam było robić zdjęci, ponieważ istniało zagrożenie zpowodowania wybuchu. Wyobraźcie sobie te nagłówki w gazetach: "Polka wysadza gorzelnię tequili - kierująca się patriotycznymi motywami i ogromnym zamiłowaniem do polskiej wódki, Natalia J podczas robienia zdjęć . . . .  Takimi autami kiedyś transportowano agawy. Po tych słowach usłyszałam cos cudownego dla moich uszu ". . . że do dziś w trudno dostępnym terenie używają OSŁÓW . . . " A Franek cały czas zapierał sie, że Meksykanie nie jeżdżą na osiółkach :P Agava prze . . .  Agava po . . .  Przedstawiam od lewej: Tequila Bianko, Tequila Gold i Tequila Anejo (najstarszej i najlepszej tutaj nie ma - Tequila Reposado) Aby poznać rodzaj tequili, jej bukier i smak, trzeba odprawić cały rytuał. Najpierw wprawia sie napój w ruch kolisty w kieliszku i patrz sie jak spływa po ściankach. Powinno to wyglądać jak spływający gęstymi strugami olej. Im bardziej w prawo (na zdjęciu) tym strugi powinny spływać wolniej i być bardziej gęste. Tak najprościej sprawdzić oryginalność tequili. Jeśli dostanie sie coś co podobno jest tequilą, a spłynie ze ścianel kieliszka jak woda to na pewno nie jest to oryginalna tequila. Następnie wącha się tequilę. Najpierw powyżej krawędzi kieliszka, potem w środku, a na końcu poniżej krawędzi. Wyczuwa się trzy poziomy zapachów, czuje sie z jakich składników jest wyprodukowana tequila: owoce, kwiaty. Wąchałam i nic nie czułam, a Franek czuł. Okaząło się, że w kobiecym organizmie hula zbyt duża burza hormonalna i kobiety mogą być somelier-ami tlyko 3 w miesiącu. To się nazywa naturalna dyskryminacja :P. W końcu sie pije. Najpierw powinno się pociągnąć łyk, wypłukać usta i przełknąć. Nie będzie to przyjemne, ale gwarantuję, że drugi łyk będzie juz smakować wyśmienicie. :)    
Tlaquepaque było niegdyś wioską garncarzy. Można tam kupić różnorakie wyroby garncarskie. We wtorek i czwartek miasto zamienia się w jeden wielki targ, jak widać na zdjęciach byłam tam innego dnia :(     Na głównym placu znajduje się restauracja El Parian. Jest to największa kantyna na świecie. Goście mogą wybrać stolik w jednym z 34 pomieszczeń oraz na dziedzińcu, na środku którego znajduje się estrada, gdzie co wieczór są występy mariachi. Mój pierwszy drink: woda, sok z grapefruita, pomarańczy limonki, jakiś alkohol i TEQUILI  Deser, podobny do FLAN - smak zbliżony do mleka skondensowanego - słodki I PYSZNY  
Jeśli widzieliście w filmie Meksykanów jadących na tyle ciężarówki i pomyśleliście, że to na potrzeby filmu i pewnie tylko na krótkim odcinku - TO SIĘ MYLICIEDowód zamieszczam poniżej . . . dodam tylko jeszcze, że widziałam takich pasażerów na drodze szybkiego ruchu (opatulonych na 10 stronę) ;)  
Nasz Papież z Meksykaninem. Jest on bardzo poważany i szanowany w Meksyku. I to wcale nie przesada :) co bardzo cieszy każdego Polaka, tam.
Bazylika Zapopan z XVIII wieku skrywa jeden z czczonych obiektów religijnych. Jest to figurka Matki Boskie ulepiona z masy kukurydzianej. W XVI wieku ofiarował ja Indianom franciszkanin, który uważał, że chroni ona przed klęskami żywiołowymi. I teraz dopiero odkryłam, że ta poniżej to nie kukurydziana figurka. Przez dobre kilkanaście minut debatowaliśmy i używaliśmy zoom-ów, żeby zobaczyć czy ta to ta. Jak widać nie skutecznie, bo z błędu wyprowadził mnie dopiero przewodnik, który zostawiłam w Polsce- nie chciałam być nadgorliwym turystą z dwoma ciężkimi książkami. 
Guadalajara jet stolicą stanu Jalisco, obecnie zwana "Perłą Zachodu", dawniej "największym z małych miast Meksyku", stąs pochodzi tequila i muzyka "mariachi.
Ach ten słoneczny MEKSYK !!!!!  ale jak widać, humor nam dopisywał.  Raczej ja powinnam mieć taką minę. Wyobraźcie sobie, że bierzesz menu i nawet jeśli coś rozumiesz to i tak nie wiesz co to jest :) Katedra, której fasada i dwie wieże były zniszczona podczas dwóch trzęsień ziemi. Odbudowane wieże pokryto żółtymi płytkami, które dzisiaj są symbolem miasta. Wewnątrz znajduje się Wniebowzięcie Najświętszej Marii Panny autorstwa Murilla (najprawdopodobniej). Grunt to zamknąć Natalie za oknem . . . , ale jak widać wypuścił, bo pisze tego bloga P W Palacio de Gobierno znajdują się murale Jose Clemese Orozca. Przedstawiają one Miguela Hildago, który w tym busynku w 1810 roku ogłośił zniesienie niewolnictwa. Miejsce spisania deklaracji. Na ścianach znajdują się nazwiska osób, które ją podpisały. Treść deklaracji: zniesieni niewolnictwa, równość ludzi wobec siebie itd. Ja to czytam, tz. słucham co Franek tłumaczy.  !!!!!!!!!!!!!!!!!! ME and BRAD !!!!!!!!!!!!!!!!!
 z pozdrowieniami Marcin :)
heh . . . ciekawe zestawienie ;)  Jeden Diaz i drugi Diaz - i na dodatek jacy podobni :P Z pewnymi super bohaterami się po prostu nie zadziera . . . 
 podobna tak smakowała pierwotnie Coca-Cola - całkiem smaczna 
 
Po jeziorze (post niżej) pojechaliśmy zwiedzać jaskinie Cacahuamilpa. Zwiedzaliśmy ją 2 godziny cały czas idąc z małymi przerwami na komentarz przewodnika. Wyobraźcie sobie wielkość jej skoro spędziliśmy tam, aż 2 godziny- i teraz najlepsze NIE MA JEJ W PRZEWODNIKU. Albo zapomnieli w co wątpię, albo mają inne większe i ciekawsze - to te inne to chyba na tydzień zwiedzania są :P Kolega . . . . - jak ktoś go zna to proszę o kontakt:) Tam w tle ta czarna plama to ma być byk.     Poniżej nasz Papież Jan Paweł II - jeśli ktoś nie widzi to musi uwierzyć na słowo. Ktoś kto wymyślał skojarzenia miał na prawdę bujną wyobraźnię.  W tle chłopaki mają dolinę Trzech Rzek - jak nie widać wody to trzeba sobie wyobrazić :P 
Brzeg jeziora gdzie Franek i kolega Ulises pływali na desce, a ja jak typowa kobita siedziałam na dziobie motorówki i starałam zrobić coś białym kolorem mojej skory :P
 Zawsze zawiązuje nowe i ciekawe znajomości - kolega Jaszczur. Nie mówił po angielsku, więc ciężko było sie dogadać :P Kolega Ulises, który też nei mówił po angielsku, ale trochę rozumiał, więc było zdecydowanie lepiej niż z Jaszczurem .
 
    ta opona to 2 :/
Od kropkowanego zgodnie z ruchem wskazówek zegara : - pitaja - mango - morela - limonka - guanaba - melon - papaja  pitaja  Cesadijjas : tortijja z super samcznym serem i szynką . Opieczona na patelni MNIAMMMM   
Trochę widoczków  To w rzeczywistości wyglądało strasznie. Wiocha zabita deskami, domy z papendekla.  Zbocza wulkanu   Najlepiej się dostać tam tym, bo na piechotę to tylko dla narwanych zapaleńców.  Mała lekcja biologii.  Widok na szczyt. Niestety dla samochodów tego dnia wjazd na szczyt był zamknięty, a pogoda nie była za ciekawa, więc nas odstraszyła (bo trzeba by dreptać)  
Prawo jazdy się kupuje, nie ma egzaminów , dla bardziej ambitnych są szkoły nauki jazdy, no ale po skoro można samemuKierunkowskazy są generalnie nie potrzebne. W Polsce widzi się parę osób nie używających kierunkowskazów, tam parę UŻYWAJĄCYCH.Przepisy drogowe są tylko sugestią ;)Jadać do innego stanu ma się roaming, na dodatek cholernie drogi :/ Nadprodukcja mieszkańców - zawsze ktoś jest komu trzeba dać napiwek.Po co mieć garaż i trzymać w nim samochód, skoro można mieć tam sklep.I PEREŁKA NA KONIEC Do niedawna można było walnąć policjanta zwiniętym samochodowym dywanikiem i nie było za to kary. Teraz wpisano to w kodeks karny, wiec kierowcy są nie pocieszeni. No coz nie ukrywam, ze pierwszego dnia mialam malego susla, ale grzecznie poszlam spac zgodnie z ich czasem. Generalnie moje cialo troche zwariowalo, bo 7 godzin to jest sporo - ja ide spac, a w Europie wlasnie wstaja.
Co do miejsca, gdzie teraz jestem to jest to wielgachne mieszkanie taty Franka. Swoja droga przez pierwsze pol dnia gubilam sie i nie wiedzialam gdzie jest kuchnia, ale juz sie lapie - pytalam sie, czy nie maja mapy tego mieszkania :P
Dla wielbicieli Sex in the city to mam swoja garderobe - bez butow Manolo - ale garderoba jest ;).
Rano, Franek pojechal zalatwiac sobie wize do Hiszpani, wiec mialam troche czasu na wstepne ogarniecie mojich bagazy. Po jego powrocie okazalo sie ze jedziemy nad jezioro. W celu poskakania na desce, tz. on mial skakac i skakal.
Francisco przed . . .
Francisco w trakcie . . . Fransisco po . . . Nasz stereotyp, ze Meksykanie uzywaja osiolkow jeszcze sie nie sprawdzil. Widzialam osly bez Meksykanina, ale dalej szukam :P
Na ulicach jest pelno bocho (ponizej). Popoularne sa taksowki w kolorze zielonym, w ktorych podobno mozna byc napadnietym. Taksowke zamiawia sie telefonicznie, nigdy nie lapie sie jej na ulicy.
Moj pierwszy meksykanski posilek (ugryziony, bo dopiero po chwili pomyslalam o zrobieniu zdjecia)
jak sobie przypomne jak to sie nazywalo to dopisze, ale ten plaski nalesnik to jest TORTIJJA
Mleko kokosowe chyba z mlekiem i lodem. Generalnie odradza sie spozywanie napojow z kostkami lodu (bo bakterie), i jedzenia ze straganow - obie zasady zlamane. Cale szczescie bo to jest pyszne.
Jamayka (czyt. Hamajka) - napoj z naparu z kwiatow hibiskusa, nie pytajcie jak doszlam ze to hibiskus, tez oczywiscie z kostkami lodu.
Kokos skropiony sokiem z limonki, z dodtakiem piakntnego sosu. Mniam W drodze powrotnej zwiedzilam Cuernavace ¨krowi rog¨, jedno z najstarszych miast w Meksyku. Na poczatku nazywna byla Cuauhnahuac, co znaczy ¨miejsce szepczacych drzew¨. W Palacio de Cortes znajduja sie murale namalowane w latach 30-tych przez Diego Riviere. Ukazuja one historie Meksyku od czasu najazdu Hiszpanow po rewolucje w 1910 roku.   Wieczorem w kanjpce dostalam menu po angielsku z takim tekstem na początku - dla uspokojenia duszy i żoładka ;P  To okrągłę to "Sopes" , ten pieróg to nie pamiętam, dodatkowo talerz i sztućce :P  
Jak w tytule, pobudka o 3 rano, bo trzeba zdarzyc na 6:20 na samolot. Rodzice zapobiegliwi chcieli byc wczesniej, ale . . . Wyjechalismy o 4:30 , tata w samochodzie stweirdzil, ze na 6:50 zdazymy bez problemu - musialam go z tego blogie spokoju wyprowadzic. hehe chyba mial stracha, ale jak wiadomo o 4 rano korkow nie ma :P
moja trasakatowice 6:20 --> frankfurt 7:55 frankfurt 14:15 --> MEXICO CITY 18:40 (tamtego czasu) dla nieswiadomych dodam ze leci sie 11 godzin :/ Na lotnisku we franfurcie udawalam lupa na lawce - trzeba bylo jakos odespac moje zaleglosci na calym dobytku - sprawdzilma sie w 100 %, nic mi nie zniknelo
Po wyspaniu sie, czulam sie jak wyciorany skowronek . . . ale jednak skowronek :DZaczelo sie orientowanie w terenie, zajelo mi to 2 godziny aaaaaaaa To lotnisko to moloch, gigantyczny moloch. Na tym lotnisku jesli sie ma watppliwosci to sie niekabinuje samemu tylko sie PYTA - nie starci sie na masy czasu na idiotyczne proby dotarcia do celu. Jak juz wiedzielam gdzie isc, to szlam tam . . . 20 minut.
I zobaczylam to:
nie mam jak kadrowac, wiec prosze nie marudzic, ze nie widac dokladnie :P
Znowy przysnelam na lawce, bo siedzialam tam godzine na wypadek gdyby mieli poleciec bezemnie. Wpadki w trakcie lotu: - otwieranie toalety WSKAZOWKA drzwi sie pcha a nie ciagnie za elementy wystajace - nie je sie niczego innego oprocz makarony, bo w innych rzeczach warzywa sa niedogotowane
11 godzin lotu minelo "po chinsku", czyli jakotako. Tyle ile moglam to spalam i caly czas bylam nie wyspana.
Zaczeto rozdawac jakies papierki. Pierwsza mysl wciskaja jakies kupony, ankiety czy cokolwiek podobnego. A tu sie okazalo ze to dla urzednikow emigracyjnych hmmmm.... Taka mala spowiedz co sie wwozi: jedzenie, zwierzeta (zastanawialam sie czy nie zobacza szkieletu mojego kota ukrytego w bagazu, jak wlazl i zasnal to mam przechlapane - a widzialam, ze wlazil . . . ale czy wylazl ¿? :P)
Papierki wypelnione, dolatujemy . . . i przespalam ladowanie hahaha i nei widzilam tego miasta z gory :( ciapa ze mnie i tyle
Pieczatke dostalam, nic sie nie pytali, wiec nie bylo tak zle :) No ale na bagaz czekalam chyba z pol godziny. Puszczlai po 5 walizek ehhhh. Zostala jeszcze jedna rzecz do przejscia - przeswietlanie na dowidzenie.
Podchodze do faceta a ten mi kaze naciskac guzik, zapala sie zielona lampka i wywalaja mnie w ramiona Franka, ktory juz zaczal watpic w to czy przylecialam, bo wyszlam po 2 godzinach (jak samolot zniknal mu z ekraniu przylotow to mial glupia mine - podobno). Co sie okazalo jak naciskasz i masz zilone to nei szperaja, jak czerwone to, masz pecha i przeszukuja.
Do jego mieszkania jechalismy z 2 godziny, a o mojej garderobie napisze nastpenym razem.
|
|